![]() księga gości 2007 kwiecień 2006 sierpień maj marzec styczeń 2005 listopad październik lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień kontakt gg list czytam: houston venefica promontorio cortex terra ormus Yennefer irian greebo tyler Ola czerski lot0279 marcus-casaar |
. przypomniałam sobie hasło. i tyle na razie. jezyna 2007-04-16 17:18:30 skomentuj (0) .. Zastanawiam się, co stało się opatrzności, ale chyba musiała popatrzeć na mnie życzliwym wzrokiem, bo sprowadziła na ostatnie 10 dni cudowną, deszczową, ożywczą po lipcowych upałach jesień. Akurat na te 10 dni, które musiałam spędzić tego lata w Warszawie (miało być więcej, miał by cały lipiec, ale uciekłam, zniknęłam, wyrzekłam się) – cudownie, bowiem Warszawa latem złym miastem jest (szczególnie, gdy się mieszka na poddaszu). Za to jesienią jest miastem cudownym. Ten szczęśliwy zbieg okoliczności tłumaczyć mogę tylko tym, że zaistniało ostatnio parę zbiegów okoliczności znacznie mniej szczęśliwych, a jak wiadomo równowaga musi być… Było trochę planów na te 10 dni, jednak szybko okazało się, że aura robi swoje i pogrążyłam się w totalnym lenistwie i teraz… jest jak zwykle – ileś spotkań niedoszłych, ileś rzeczy niezrobionych, lekkie nieprzygotowanie, a teraz jeszcze trzeba jechać do domu i już w środę do Transylwanii… W tym roku zamki, wampiry, góry…duuużo w górach. Już bardzo, bardzo mi się tam chce. jezyna 2006-08-13 14:37:16 skomentuj (1) ... Spódnica, sandałki, zwiewna bluzka. Powrót pachnącą Mokotowską ( bo kasztany niedaleko). Ciepły wiatr na twarzy. Wieczór. Marze o tym cała zimę, a kiedy wreszcie.....to aż nie mogę w to uwierzyć. jezyna 2006-05-13 21:13:11 skomentuj (0) ble Staram się, naprawdę się staram mimo około-politologicznych studiów wrzucać tu jak najmniej około-politycznych refleksji, bo w końcu nie chcę prowadzić politycznego bloga (nie powiększajmy odchłani syfu...). Jednak przyjechałam do rodziców i po raz pierwszy od dłuższego czasu mam dostęp do telewizora. Zauważyłam, że jest mi ciężko wysiedzieć oglądając „Fakty”. Przeklinanie trochę pomaga, ale też stosunkowo niewiele. Przerażają mnie te krucjaty przeciwko wyimaginowanym wrogom, zaperzenie, zjazdy partii z powiewającymi sztandarami, ale także ci, którzy rzekomo mają być „tymi lepszymi”. Przeraża mnie to, że w ogóle nie widzę „tych lepszych”. I tylko jeszcze gdzieś na marginesie przypomina mi się jak niedawno wchodząc na uniwerek zobaczyłam plakat spotkania -jednego z tych organizowanych przed ósmym marca. Był bardzo prosty – na fioletowym tle wielkie hasło: „Dyskusja panelowa: CZY LESBIJKI TO ŻYDZI?”. Pamiętam, że lekko mnie przytkało i stanęłam pełna podziwu dla tego kto wymyślił jedno krótkie hasło w którym znalazła się cała polska paranoja. jezyna 2006-03-19 22:21:12 skomentuj (0) ... Na własnym blogu jestem coraz bardziej gościem. Niechcemisię –stanem panującym ostatnio. Sesja minęła i dobrze, choć jeszcze chyba nigdy tak nie przesadziłam z ograniczaniem godzin nauki, ale wszystko ładnie, czasem ładniej niż się spodziewałam. Tylko stronę internetową zrobił mi M. , z lenistwa jak zwykle nie chciało mi się nawet tego dotykać, wiem że łatwe, ale wiem też, że śmiertelnie dla mnie nudne. Po sesji parę ciekawych imprez i objadanie się, wylegiwanie, nicnierobienie w domu. Później pojechaliśmy z M. do Pragi i było tak cudownie, że ciężko o tym coś więcej napisać, żeby nie popadać w cukierkową pocztówkowość. Ale cóż, fakty są faktami – Praga JEST piękna i to piękna nie chwilami i momentami, przebłyskami czy przy dobrym świetle, jest piękna w całości, harmonijnie i spokojnie. O tej porze roku (środek lutego) była jeszcze do tego naprawdę pusta – kiedy w pewne pochmurne popołudnie włóczyliśmy się po Wyszehradzie spotkaliśmy tylko jakiegoś biegacza, poza tym tylko mgła , zapach wilgotnej ziemi i gotyckie budowle. Jednak nawet słynny most Karola i cudowna Mala Strana nie były przepełnione. Praga to także podarowane kilka dni wiosny. Niby niespełna 1000km stąd – ale tam już zero śniegu, rozsłonecznione dni, siedem stopni ciepła i zapach wiosny. Tu wciąż to jeszcze tylko chwilami, tu wciąż jeszcze nawet nie takie przedwiośnie. Praga to idealne miejsce na taki wyjazd razem, chodziliśmy więc po pięknym mieście całymi godzinami, tocząc rozwlekłe rozmowy albo nie odzywając się wcale, wygrzewając się w słońcu , wędrując po wąskich uliczkach czy przesiadując w hospódkach :) czasem trafialiśmy w wybitnie nieprzewodnikowe miejsca, znajdując np. wieże z książek , czy inne atrakcje ;) Było mi dobrze. Było nam dobrze. Ciężko się wraca po takim wyjeździe do zimowej Warszawy, więc od tamtego czasu ciągłe sinusoidy – lubię- nie lubię tego miasta. Wychodzi, że jednak lubię, nawet bardzo – ale ciężka to miłość ;) Jeszcze jedno a propos zapuszczania korzeni. Kiedyś, jeszcze nawet dość niedawno byłam chyba bardziej „umiejscowiona”, że jednak ten kraj, to miejsce, ci ludzie etc. Nadal twierdzę, że nie chciałabym na dłużej/zawsze żyć gdzie indziej. Ale z drugiej strony – coraz częściej pojawia się myśl o miejscu, gdzie miasta po prostu są ładne, zima nie trwa pół roku, a politycy nawet jeśli irytujący, to przynajmniej nie nasi. To chyba już zmęczenie zimowe...choć może nie tylko. jezyna 2006-03-12 22:15:59 skomentuj (1) tradycyjnie Dołączę do chóru narzekających na zaliczenia – nie, nie na sesję – na zaliczenia. Ostatnie cholerne 1,5 tygodnia - spanie mało, wychodzenie wcześnie, wracanie późno . Oprócz zaliczeń normalne chodzenie na zajęcia, praca, jakieś zaliczenia dodatkowych zajęć zupełnie w nieodpowiednim momencie. Teraz kiedy została mi już tylko normalna sesja czuje się jakoś...bezpieczniej. Podział jest jasny - egzamin co dwa dni, reszta czasu na naukę i pracę w normalnych ilościach. Normalne kładzenie się spać. Jeśli jeszcze zdam te wszystkie egzaminy to będę w całości usatysfakcjonowana. Choć ogólnie pracowite i systematyczne mróweczki nie są przeważająca częścią moich znajomych, to są przynajmniej dwa momenty kiedy żałuję, że nie mam w sobie nawet odrobiny SYSTEMATYCZNOŚCI – to właśnie obie sesje. Mam dużo dobrych postanowień na przyszły semestr. Powtarzają się tam dobrze znane słowa : organizacja, konsekwencja, powtarzanie, chodzenie na zajęcia nawet jeśli są nudne, etc...... Idę do kina. jezyna 2006-01-27 18:18:54 skomentuj (1) opowieści z Narnii „Opowieści z Narnii” to jedna z takich książek, co do których nie pamięta się kiedy właściwie pierwszy raz się je czytało (ktoś mi czytał?). Potem powracały przy każdej większej chorobie, albo dłuższej zimie. No i oczywiście był jeszcze serial – puszczany we wczesnej podstawówce podczas ferii. Nic dziwnego, że absolutnie nie potrafię się zabrać do pisania o tym filmie. Nie potrafię się zabrać bo czuję, że nie stać mnie nawet na udawany obiektywizm – przy scenie wejścia Łucji do szafy wydałam z siebie tylko „och...” a potem oglądałam jak zaczarowana. Gdzieś tam chyba nawet poleciało mi kilka łez (ale to katar, NA PEWNO katar :) Nawet drobne krytyczne uwagi, które gdzieś mi się tam pojawiały nie miały znaczenia. Podobało mi się i już. jezyna 2006-01-14 18:07:45 skomentuj (1) |